Atomowy wyścig

Po premierze wyścigu w 1985 roku w Moskwie, w kolejnym roku pierwsze 3 etapy wyścigu zaplanowano w Kijowie,  a następnie cała kolumna miała zostać przetransportowana samolotami do Warszawy. Pomysł nie był zły, ale 26 kwietnia, na 10 dni przed wielkim startem w Czarnobylu, wydarzyła się katastrofa reaktora atomowego. Czarnobyl jest oddalony od Kijowa o mniej niż 100 km.

Władze radzieckie próbowały uciszyć temat, szczególnie przed własnymi obywatelami. Radioaktywna chmura rozniosła się po Europie i temat stał się głośny. W Polsce zaczęto wydawać jod. Pierwotnie w wyścigu miało startować 19 drużyn, ale większość krajów zalecało, żeby nie jechać do Kijowa. Z wyjazdem wstrzymały się drużyny z Włoch, Turcji, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii, RFN, Jugosławii oraz Rumunii. Nasza kadra pod przewodnictwem trenera Ryszarda Szurkowskiego przebywała do ostatnich chwil  w Sobótce razem z kolarzami USA, którzy też mieli pojechać w wyścigu. Nagle cała ekipa amerykańska szybko spakowała manatki i uciekła z Polski.

Polscy kolarze uzgodnili, że nie pojadą na Ukrainę. Następnego dnia wszyscy przyjechali do Warszawy. Szurkowski zakomunikował ówczesnemu prezesowi PZKol Zbigniewowi Rusinowi decyzję zespołu. Zrobił się zamęt. Nazajutrz do hotelu, gdzie przebywali kolarze, przybyli dygnitarze: szef GKKFiT Bolesław Kapitan, sekretarz KC Waldemar Świrgoń oraz v-ce premier Zbigniew Gertych, którego kolarze nazywali: wytrych. Zaczęło się wypytywanie zawodników, trenera o przyczyny odmowy wyjazdu. Przepytywania trwały do 3. w nocy. Sprawa była polityczna. Radzieckie władze uznawały rozmowy na temat wybuchu za „oszczerczą i prowokacyjną kampanię rozpętaną na zachodzie”. Wyścig Pokoju miał odegrać rolę alibi i udowodnić, że nic się nie stało. W radzieckiej telewizji reporter chodził po ulicach Kijowa i wypytywał przechodniów o samopoczucie i nastroje.

– Jest u nas zupełnie normalnie, a najlepszym dowodem jest to, że jutro rusza Wyścig Pokoju – mówił. W tej sytuacji nasze władze nie wyobrażały sobie innego rozwiązania jak to, że kolarze muszą pojechać do Kijowa. Nadgorliwy Rusin zaszantażował kolarzy tym, że jeśli nadal będą się upierać przy swoim, to na wyścig z rozkazu zostaną wysłani kolarze z klubów wojskowych. Wysłano już nawet po nich specjalne samochody wojskowe. Buntownicy zaczęli rozumieć, że stoją na straconej pozycji. Wejście i wylot z kadry to nie był tylko rezultat formy sportowej. Wystarczyło kolarzowi bez żadnego tłumaczenia wstrzymać  wydanie paszportu i było po karierze. Trzydzieści lat temu w ten sposób rozprawiono się ze Stanisławem Królakiem. Przysłano do kolarzy jakiegoś naukowca. Ten pokazał im licznik Geigera, który mierzył promieniowanie. Dokonał przy nich pomiaru w hotelu i na dworze. Nic nie pokazywał.

Ale jak było w Kijowie? Tam ujawnione później promieniowanie było pięć razy większe. Zapanowała zgoda. Kolarze zażądali własnego jedzenia i picia oraz specjalnego samolotu. Wszystko przygotowano, ale kiedy Rusin zagroził masażyście zespołu, że to jest jego ostatni wyjazd, znowu doszło do buntu. Politycy zmusili Rusina, by publicznie odwołał te słowa.

Polacy polecieli do Kijowa. Do końca nie było wiadomo, ile krajów zdecyduje się na wysłanie kolarzy pod Czarnobyl. Ostatecznie pojechało 64 kolarzy z 11 państw, w tym tak egzotycznych jak Mongolia czy Syria. Wszyscy pozamykali się w hotelach. Szurkowski, kiedy musiał wychodzić, nakładał kaptur i ortalion. Dziennikarze znaleźli swoją formułę odkażania: kto wypije, ten przeżyje. Nikt się nie wyłamywał. Niepewność sytuacji nakazywała niektórym unikanie mycia się.  Po mieście jeździły cały czas polewaczki i co godzinę zmywały drogi z czegoś niewidocznego.

Ponieważ zrejterował także włoski sędzia główny Renato Sacconi, z łapanki, w tę funkcję ubrano Polaka Dariusza Godlewskiego. W Kijowie były aż 3 etapy. Prolog rozgrywał się wokół placu Rewolucji Październikowej. Była słoneczna, ciepła pogoda, ale na ulicach były pustki. Polakom nie poszła dobrze ta jazda. Nasz najlepszy czasowiec Zenon Jaskuła skarżył się na jakąś dziwną niemoc. Drugiego dnia było miejskie kryterium, na które zgoniono jakieś tłumy nieświadomych lub zastraszonych ludzi. Prasa donosiła o nawet 100 tysięcznym tłumie. Mieszkało tam wtedy około 2 milionów ludzi. Potem już tych bujd nie powtarzano. Po drużynówce wyścig uciekł szybko do Warszawy. Był to jeden z najnudniejszych wyścigów w historii. Teatr jednego aktora, którym był Niemiec Olaf Ludwig. Wygrał 7 etapów i cały wyścig. Polacy oprócz dwóch wygranych etapów zawiedli. Sławomir Krawczyk na koniec powiedział:

– Byliśmy bez formy, nie mieliśmy sił jechać. Dlaczego? Mnie nawet nie wypada szukać odpowiedzi.

Szurkowski stwierdzał, że przygotowania były prawidłowe. Tylko redaktor Maciej Biega pozwolił sobie na komentarz: „Ten wyścig rozpoczął się pod chmurą”. Nikomu z kolarzy po tym występie na szczęście nic się nie stało, bo podczas pobytu w Kijowie wiatr wiał w korzystnym kierunku. O tym jednak, że nie były to żarty, świadczy fakt, że w wyniku katastrofy zginęli m.in. rodzice znanego obecnie zawodowca Wasyla Kirijenki.

Related Posts